Kraj

MSPO 2026: zbrojenia, które ciągną gospodarkę /AUDIO/

Region Czw. 17.09.2026 11:58:36
17
wrz 2026

Wielkie pieniądze wydawane na zbrojenia nie mogą iść wyłącznie na sprzęt, ale też na nowe możliwości przemysłowe. Na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego, który odbył się w drugim tygodniu września w Kielcach, bardzo akcentowano hasło „dual use”. Pokazywano więc nie tylko nowe uzbrojenie, ale też technologie, które przydadzą się zarówno wojsku, jak i cywilom.

Niespokojne czasy jednych trwożą, dla innych są szansą. Płynąca na wojsko i obronę cywilną rzeka pieniędzy oznacza nie tylko unowocześnienie i rozrost firm z branży zbrojeniowej. Korzystają również miasta będące ich siedzibami. Podczas targów odbyła się na ten temat debata z udziałem burmistrzów i prezydentów Łodzi, Sanoka, Jelcza, Nowej Dęby, Kielc i Skarżyska-Kamiennej. Opowiadali oni, jak wzrosła im liczba mieszkańców i wpływy podatkowe, dzięki czemu budują nowe mieszkania komunalne, drogi, przedszkola, a nawet elektrociepłownie. Akcentowali przy tym, że wyciągają wnioski z chudych lat 90. i teraz nie stawiają wszystkiego na jedną kartę. Wojna się kiedyś skończy, zbrojenia wyhamują – trzeba więc wspierać firmy, które dorabiają się i rosną jako poddostawcy zbrojeniówki, ale potem będą potrafiły przestawić się na inną produkcję.

Mówił o tym Katolickiemu Radiu Podlasie Arkadiusz Bogucki, prezydent Skarżyska-Kamiennej, gdzie siedzibę ma krajowy potentat amunicyjny – zakłady Mesko:




Umiędzynarodowiona „bestia”

Biznes wykazywał się elastycznością i kreatywnością. Wchodzące w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej Zakłady Mechaniczne Tarnów dogadały się z estońską firmą Milrem Robotics. Na jej uniwersalnym, zdalnie sterowanym pojeździe gąsienicowym „THeMIS” postawiły swój moduł uzbrojenia z półcalowym (12,7 mm) czterolufowym karabinem maszynowym. Moduł ten (który z racji futurystycznego wyglądu i dużej siły ognia doczekał się przydomku „potwór z Tarnowa”) montowano dotąd na większych pojazdach załogowych: transporterach opancerzonych, a przynajmniej na pick-upach. Teraz można go wysłać na pierwszą linię nie narażając ludzi i łatwo schować za byle krzakiem. To otwiera pomysłowym żołnierzom nowe możliwości zwalczania dronów, urządzania zasadzek i tak dalej.

O uzbrojonym po zęby lądowym bezzałogowcu opowiadał nam Dawid Delimata z ZM Tarnów.



Propozycja Milremu i ZM Tarnów była jedną z wielu. Bojowych robotów były na MSPO dziesiątki, a może nawet setki: latających, jeżdżących i pływających. Przeznaczone do strzelania lub minowania, do podglądania i zakłócania, do dozoru i transportu. Z roku na rok jest ich więcej, a dzięki samouczącym się algorytmom sterującym są coraz sprytniejsze. Idzie to w takim kierunku, żeby operator nie musiał sterować każdym ich ruchem, tylko wyznaczał zadania i pilnował realizacji. Dzięki temu jeden człowiek będzie mógł kontrolować kilka lub więcej maszyn naraz.




Nie strzelaj, tylko podsmaż

Polska buduje właśnie antydronowy system SAN, bazujący na małokalibrowej artylerii, niewielkich rakietach i dronach przechwytujących. Będzie bardzo nowoczesny, ale ma pewną nieusuwalną wadę: mimo wysokiej precyzji ognia, pociski wystrzelone z działek i karabinów maszynowych, które nie trafią bezpośrednio w cel, muszą gdzieś w końcu spaść. To tworzy ryzyko szkód materialnych i ofiar. Kilka polskich instytutów badawczych oraz prywatnych i państwowych firm pracuje więc nad tzw. bronią energetyczną. Efektem jest system „Rozmaryn”, który na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykły radar, ale w rzeczywistości jest to broń, która impulsem energii elektromagnetycznej potrafi zniszczyć elektronikę statków powietrznych z odległości nawet kilku kilometrów. Fizyczna zasada działania jest taka sama, jak w kuchence mikrofalowej, tylko precyzja i moc o kilka rzędów wielkości większa.

Opisywał nam to Patryk Jaskóła, z ZM Tarnów:






Aparatura zasilająca zajmuje spory kontener, ale nie jest to problem, bo „Rozmaryn” ma chronić w pierwszej kolejności wojskową logistykę i cywilną infrastrukturę krytyczną. Kiedyś o „promieniach śmierci” pisano w powieściach s-f, teraz broń elektromagnetyczna i laserowa wchodzi do użytku największych i najbogatszych armii. A my staramy się tym najlepszym dotrzymać kroku.

Nawigacyjna autonomia


Pozycjonowanie z centymetrową dokładnością – do tego przyzwyczaił nas satelitarny system GPS. Opracowany kiedyś dla wojska, służy całej światowej gospodarce i miliardom ludzi, którzy mają go w swoich telefonach. Niestety, Rosjanie nauczyli się GPS zagłuszać lub zakłócać, dlatego ruszyły prace nad nawigacją, która obejdzie się bez satelitów w kosmosie, radiolatarni na ziemi i zdradzających nasze położenie radarów na pokładzie.

Naukowcy z Sieci Badawczej „Łukasiewicz” wrócili do pionierskich czasów lotnictwa, kiedy piloci orientowali się porównując widziany w dole teren z trzymaną na kolanach mapą. Teraz mogą to robić maszyny korzystając z faktu, że nasza planeta jest już dokładnie obfotografowana i pomierzona, a współczesne kamery widzą w nocy i przy złej pogodzie. Ładując do komputera dobrą mapę i algorytmy analizy obrazu, można określić położenie z bardzo dużą dokładnością. W dodatku w sposób niewykrywalny i co ważne: tanio.

Mówi Tomasz Pogorzelski z Instytutu Lotnictwa:





Opracowywane dla bezzałogowych statków powietrznych rozwiązanie jest podręcznikowym przykładem technologii „dual use”, która szybko może wyjść z wojska i posłużyć cywilom.

Części zamienne na poczekaniu

Trudno zliczyć sprzęt, który stracono w wojnach XX i XXI wieku z powodu drobnych usterek. Niewielkie uszkodzenie bojowe albo pospolita awaria może unieruchomić nawet najnowocześniejszy samolot, śmigłowiec, czołg, transporter czy ciężarówkę. W optymistycznym scenariuszu użytkownik przez dłuższy czas nie ma z takiego sprzętu pożytku. W pesymistycznym – musi go zniszczyć, by nie wpadł w ręce wroga. A wszystko przez to, że nie ma pod ręką potrzebnych do naprawy komponentów.

Odkąd pojawiły się drukarki 3D, wojsko eksperymentuje z dorabianiem części zamiennych w polowych warsztatach. Nie muszą być specjalnie trwałe – ważne żeby naprawione z ich użyciem pojazdy lub urządzenia przez jakiś czas działały. Mogły walczyć miesiąc lub tydzień, dopóki nie przyjdą oryginalne części z tyłowych magazynów lub od producenta. Albo przynajmniej dały się uruchomić i wycofać ze strefy bezpośredniego zagrożenia, by potem przejść normalny remont.

Duży wysiłek inżynierii materiałowej idzie więc teraz w kierunku opracowania odpowiednich wkładów do drukarek 3D, by dorobione w nich podzespoły miały jak najlepsze właściwości. O sproszkowanych metalach mówił nam Jakub Hawliczek z 3D Lab:




Wreszcie nie z importu

Dronowa rewolucja zakłada masowość. Bezzałogowce kamikaze są z założenia jednorazowe. Te rozpoznawcze, choć wielorazowe, też nie żyją długo. W wojnie na Ukrainie obie strony zużywają tego już nie tysiące, a dziesiątki tysięcy sztuk. O ile płatowce można robić gdziekolwiek i z czegokolwiek za grosze, to łączność, optoelektronika i napęd kosztują już więcej.

W dziedzinie silników (i pojazdowych, i lotniczych) Polska była dotąd skazana w dużej mierze na import. Pojawiły się jednak firmy, które wchodzą w ten obszar i proponują konstrukcję i produkcję niewielkich spalinówek właśnie do bezpilotowców. Są proste, tanie i projektowane od razu pod masową produkcję.

Mówi Lech Świątek, rozkręcający w Bydgoszczy firmę o takim właśnie profilu:






Żelazna Dywizja czeka na „Niedźwiedzia”

Technologie, materiały, przyszłościowe rozwiązania, możliwości przemysłu – to wszystko jest istotne dla wydającego miliardy państwa. Ale targi zbrojeniowe to jednak targi zbrojeniowe, a wojsko chce mieć możliwie szybko gotowe produkty. Dlatego naszą wycieczkę po MSPO 2026 zakończymy przy jednej z najbardziej wyczekiwanych premier: ciężkim bojowym wozie piechoty, który właśnie na targach dostał nazwę „Niedźwiedź”. Ma być uzupełnieniem produkowanego już „Borsuka” i w niedalekiej przyszłości powinien trafić w nasze strony, czyli do jednostek 18. Dywizji Zmechanizowanej. „Borsuki” ze względu na możliwość pływania kierowane są na Mazury, do jednostek 16. Dywizji Zmechanizowanej. U nas, na mazowiecko-podlaskich równinach między Warszawą a tak zwaną „bramą brzeską”, będzie się liczył pancerz. Dlatego w „Żelaznej Dywizji” podstawowym czołgiem jest ciężki Abrams, a wspierać ma go ciężki bwp.

Opisywał nam go Patryk Kraszewski z Huty Stalowa Wola:




Na tegorocznym MSPO widać też było rozbudowaną ofertę w zakresie budownictwa ochronnego. Kierowana była nie tylko do wojska, ale również do samorządów i firm, które w ramach programu obrony cywilnej i ochrony ludności będą w najbliższych latach wydawać duże kwoty na schrony i miejsca ukrycia. O tej części napiszemy wkrótce w osobnym artykule.



Nasz reporter jest do państwa dyspozycji:
Adam Białczak
+48.500187558

0 komentarze

Podpisz komentarz. Wymagane od 5 do 100 znaków.
Wprowadź treść komentarza. Wymagane conajmniej 10 znaków.